Złapać pstrąga

Nigdy nie rozumiałem co takiego ludzie widzą w łowieniu ryb. Mój obraz wędkarza to osoba która godzinami siedzi w bezruchu na brzegu rzeki/jeziora i nieustannie obserwuje spławik wyczekując ryby, która być może w ogóle się nie pojawi. Innymi słowy doskonały sposób na marnowanie czasu. Jeśli lubisz łowić to z pewnością poczułeś się właśnie urażony. Nie dziwię się. Co w końcu może o tym wiedzieć osoba która nigdy nie trzymała wędki w ręku?

Ponieważ wszystkiego należy w życiu spróbować jak również nie należy mówić o rzeczach których się nie spróbowało byłem tym bardziej szczęśliwy, gdy kolega z pracy zaproponował mi wspólną wyprawę łowiecką. Marcin to prawdziwy pasjonat wędkarstwa. Wystarczy posłuchać jego historii aby naszła Cię ochota na spróbowanie jak to jest samemu holować taką rybę. Oczywiście terminy dotyczące wędkowania takie jak zanęta, spinning czy też zacięcie były mi równie dobrze znane co rytuały godowe pasikoników. Nie przejmowałem się tym jednak. Widać, że Marcin uwielbia łowić i z nim taki wyjazd po prostu nie może się nie udać :-)

Urlop zaklepany, sprzęt Marcin pożyczy, a jedzonko kupi się rano. Nadszedł świt i ustalona godzina. Wsiadamy do samochodu i jedziemy na łowisko Ciosny położone niedaleko Zgierza. Operacja „złapać pstrąga” rozpoczęta!

Pogoda nie była dla nas łaskawa z racji silnego wiatru. Tafla jeziora była cały czas wzburzona co oczywiście utrudniało wypatrzenie momentu w którym ryba skubie sobie naszą przynętę. Zaczęliśmy od badania gruntu, a dokładniej Marcin go zbadał, opowiedział mi jak to się robi, poprzesuwał na żyłce co trzeba i dał mi wędkę :P Kolejną rzeczą było wyrzucenie zanęty w celu przywabienia ryb. Jako przynęta posłużyła nam kukurydza.

Nie minęło nawet pięć minut kiedy poczułem na swojej żyłce lekkie szarpnięcie. Pierwsze branie! Zgodnie z wcześniejszymi instrukcjami należy zdecydowanie ale nie za mocno pociągnąć wędkę aby zaciąć rybę. Nie myśląc zbytnio szarpnąłem „delikatnie” wędkę, po czym podziwiałem jak spławik w ruchu jednostajnym leciał w moim kierunku, leciał… leciał… i trafił we mnie :D Błędy początkującego. Na kolejną akcję przyszło mi już jednak trochę poczekać. W tym czasie kolega złowił już dwie ryby i to całkiem spore. Oczywiście po wyjęciu haczyka bardzo często nam się zdarzało, że ryba wymsknęła się nam z rąk i wpadała wesoła  z powrotem do zbiornika ;)

Kolejne branie było tym kluczowym. Znów poczułem szarpnięcie, ale teraz zareagowałem szybciej. Ku mojemu szczęściu rybka brała dość agresywnie dzięki czemu udało mi się zaczepić haczyk. Zacięcie to element nad którym muszę zdecydowanie popracować. Aby było ciekawiej kolega akurat poszedł po pobierak przez co nie było nikogo w pobliżu kto by mógł udzielić mi rady jak się  holuje. Nie przeszkodziło mi to jednak. Wcześniejsze podpatrywanie innych wędkarzy okazało się bardzo pomocne.

Trudno mi powiedzieć jak długo trwała cała akcja. Cała moja uwaga była skupiona wtedy na jednym… nie pozwolić rybie uciec. Zaskoczony byłem czułością samej wędki. Wyczuwalne było każde szarpnięcie, każda zmiana kierunku ruchu czy też siły. Jakby tego było mało, całości towarzyszyło bardzo szczególne uczucie… uczucie walki! To właśnie holowanie było dla mnie najprzyjemniejszym momentem całej wyprawy. Każde zwinięcie żyłki, podciągnięcie oraz kontrowanie ruchów dostarczało mi wyjątkowej radości. Może było to spowodowane tym, że zdecydowanie bardziej wolę coś robić niż sterczeć na brzegu w bezruchu. Gdy już pozostało tylko kilka metrów przybiegł Marcin z pobierakiem. Reszta była już tylko formalnością. Skierowałem rybę do siatki, którą po chwili Marcin podniósł do góry. Łuski zabłysnęły w pełnym słońcu. To właśnie był on. Mój pierwszy pstrąg…

Dlaczego wędkarze tak bardzo lubią swoje hobby? Pewnie z tego samego powodu dla którego większość ludzi uprawia sport. Według mnie chodzi o uczucie wygranej jakie nam towarzyszy podczas wyciągania zdobyczy na ląd. Im większa i trudniejsza w złapaniu ryba, tym większa przyjemność z jej schwytania.

Komentarze niedostępne.